Akcje i obligacje a QE

wpis w: Artykul | 0

TNOTE_21_20 28_02Jakiś czas temu pisząc artykuł odnośnie zależności rynkowych wspominałem o korelacji rynku akcyjnego i obligacyjnego. Dzisiaj chciałbym poniekąd wrócić do tego tematu, jednocześnie poszerzając go o jakże głośny w ostatnich latach program luzowania ilościowego, czyli QE wprowadzony przez FED. Na wstępie chciałbym wyjaśnić nieco co znajduje się na wykresie. Mianowice, wykres czarno-biały obrazuje zachowanie się ceny 10-letnich obligacji amerykańskich (instrument nazywany jest TNOTE), natomiast wykres żółty to indeks SP500 w analogicznym okresie. Cofnijmy się kilka lat wstecz. Po bankructwie banku inwestycyjnego Lehman Brothers we wrześniu 2008 roku Rezerwa Federalna musiała podjąć radykalne kroki zachęcające inwestorów do lokowania w USA swoich środków, co nie było łatwe. Oczywiście zaraz po ogłoszeniu tej informacji giełda amerykańska zanurkowała. Pierwsze kilka świec na wykresie żółtym obrazuje jak mocy był to spadek. W pół roku indeks SP500 stracił blisko 50%. Wówczas FED wymyślił program tzw. luzowania ilościowego, które miało polegać na skupie aktywów banków, co miało uchronić je przed upadłością. Pierwotnie był planowany jeden taki program, jak się później okazało było to znacząco za mało. W marcu 2009 roku QE1 oficjalnie zostało zapoczątkowane. Ostatnia żółta świeca, przed tymże rozpoczęciem świadczyła, że rynek już spodziewał się takiego obrotu sprawy i nastąpił wzrost. Po tym wydarzeniu (pierwsza zielona linia) nastąpił gwałtowny spadek cen obligacji oraz wzrost na rynku akcji, co było naturalną i książkową sprawą. Warto zauważyć, że im dalej program luzowania postępował, tym różnice między ceną obligacji, a akcji zacierały się (była to niewątpliwie pozytywna informacja). Jak silnie QE1 stymulował gospodarkę przekonaliśmy się w marcu 2010 roku, kiedy to program został wygaszony. Efektem tego był natychmiastowy wzrost cen TNOTE, a także spadek indeksu akcji. Rezerwa Federalna doszła do wniosku, że jeden program to stanowczo za mało by odbudować zaufanie inwestorów, więc pod koniec października 2010 uruchomiony został program QE2. Nie trudno było się domyślić, że jego efekt będzie podobny jaki przyniósł pierwszy program. Natomiast przyglądając się wykresom możemy zauważyć bardzo istotny element. Mianowicie, mniej więcej w połowie drogi QE2 ceny obligacji znalazły się „na chwilę” poniżej cen akcji, co możemy interpretować w taki sposób, że amerykańska gospodarka wcześniej niż w przypadku pierwszego programu zaczęła odzyskiwać zaufanie inwestorów. W przypadku QE1 nie mieliśmy takiego momentu, żeby TNOTE był poniżej SP500. Być może, gdyby program ten potrwał jeszcze dłużej nie byłoby konieczności wprowadzania trzeciej tury. Kiedy wraz z końcem czerwca 2011 FED wygasił całkiem drugą transzę stymulusa, rynek zareagował podobnie, lecz po kilku miesiącach nastąpił wzrost na rynku akcji, co jednak nie pokrywało się ze spadkiem cen amerykańskich 10-latek. Nie mniej jednak była to kolejna pozytywna informacja. Po tych wzrostach indeks znalazł się w pewnej konsolidacji, być może w oczekiwaniu co zrobi FOMC, czy będziemy mięli jeszcze jeden program luzowania, czy też nie, brakowało ewidentnie pewnego impulsu. Moment ten nadszedł wraz z początkiem września 2012, kiedy to wystartowało QE3. Ciekawi natomiast  fakt, że zaraz po ogłoszeniu tej decyzji rynek akcji nie wystrzelił w górę tak jak to miało miejsce w przeszłości, co stanowiło kolejny sygnał o dojrzewaniu inwestorów do sytuacji gospodarczej USA i myślenie, czy aby na pewno program ten jest korzyścią, czy też może instrumentem, który zakłamuje obecny, rzeczywisty obraz gospodarczy. Po kilu miesiącach przestoju i zamyślenia rynek jednak ruszył w górę, a wraz z nim (z pewnym opóźnieniem) zaczęły rosnąć rentowności obligacji. Mniej więcej we wrześniu 2013 roku doszliśmy do sytuacji opisanej przeze mnie w artykule o zależnościach rynkowych (TUTAJ), czyli do momentu, gdy ceny obligacji spadły poniżej indeksu SP500. Warto dodać, że nastąpiło to jeszcze wcześniej niż w przypadku programu drugiego. Od tego właśnie momentu, aż do teraz trwa pozytywna korelacja między rentownością obligacji, a ceną akcji. Świadczy to o odzyskaniu zaufania do gospodarki USA przez inwestorów. TNOTE_21_32 28_02 Moment ten lepiej obrazuje wykres tygodniowy. Wraz z początkiem rysowanego, ściętego stożka, rozpoczął się okres pozytywnej korelacji tychże dwóch rynków. Kolejne strzałki pokazują, że wraz ze wzrostem notowań SP500 spadały praktycznie wprost proporcjonalnie ceny instrumentu TNOTE. Pomarańczowa, pionowa kreska to punkt pierwszego cięcia programu QE3. Jak widzimy, efekt był podobny jak przy wygaszaniu QE1 i QE2, czyli po raz kolejny widzieliśmy dywergencję między dwoma rynkami. Kluczowy i w moim przekonaniu przełomowy moment nastąpił pod koniec stycznia, kilka tygodni temu. Kolejne cięcie QE3 wreszcie zostało zdyskontowane z sukcesem. Znowu mamy zdrowe rozumowanie. Gdy polityka monetarna jest zacieśniana to sytuacja gospodarcza USA staje się coraz to lepsza, a więc idąc tym tokiem myślenia, zaufanie do amerykańskich papierów rośnie. W ślad za nimi rosną ceny akcji, a także rentowności obligacji. W tym momencie warto dodać, że mimo nie najlepszych ostatnich danych z USA, dolar wciąż pozostaje mocny w stosunku do euro. Artykuł ten przedstawia jak ważnym instrumentem zastosowanym przez FED był program luzowania ilościowego. Analizując poszczególne momenty rozpoczęcia i kończenia następujących programów, możemy dojść do wniosku, że wraz z biegiem czasu rynek zaczął dojrzewać, co skutkowało powrotem do racjonalnego myślenia. Obecnie od września ub.r. rynek obligacji i akcji znowu tworzy wspólny duet i miejmy nadzieję, że tak póki co pozostanie.