Inwestycje: problem konwergencji na poziomie regionalnym

wpis w: Bez kategorii | 0

Polska gospodarka wciąż pędzi i w przeciwieństwie do Europy zachodniej jak na razie nie zwalnia. Oczywiście sytuacja ta będzie tylko kwestią czasu, jeśli tylko spowolnienie na zachodzie będzie postępować (co jest szeroko oczekiwane), niemniej w trzecim kwartale roku Polska wykazała dużą odporność na słabe dane ze strefy euro. W ostatnich miesiącach wiele uwagi poświęcano sytuacji na rynku pracy oraz inwestycjom, zwłaszcza tym pochodzącym z sektora prywatnego. Obydwa te tematy kryją poniekąd zagadkę. W przypadku rynku pracy mowa o słabej wrażliwości dynamiki cen w gospodarce na wzrosty wynagrodzeń, aczkolwiek nie jest to aspekt dotykający wyłącznie polskiej gospodarki. Inaczej jest z inwestycjami, których stopa (udział w PKB) jest względnie niska w porównaniu z krajami sąsiadującymi i nieporównywalnie niższa w odniesieniu do celu 25% postawionego przez premiera Morawieckiego. Być może druga z tych tajemnic będzie po części rozwiązana już w niedalekiej przyszłości, kiedy GUS opublikuje szczegółowe dane odnośnie do wzrostu gospodarczego w trzecim kwartale.

Ryzyko stagflacji w strefie euro? Trudne zadanie przed EBC

Analizując tematykę inwestycji warto również skupić się nie tylko na sferze stricte makroekonomicznej, ale i tej na poziomie mikroekonomicznym. Celem dzisiejszej analizy jest zobrazowanie jak na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat poszczególne województwa wypadały pod względem dynamiki inwestycji i czegoś co możemy nazwać wewnętrznej konwergencji – mianowicie doganiania bogatszych regionów przez te biedniejsze. Zaznaczmy na wstępie, że bez inwestycji niemożliwy jest dynamiczniejszy wzrost gospodarczy w dłuższym okresie. Absolutnym minimum są inwestycji odtworzeniowe, czyli takie, które odtwarzają utraconą wartość aktywów trwałych tj. amortyzację. Niemniej jednak takie inwestycje nie będą wystarczające, jeśli myślimy o doganianiu rywali z zachodu pod względem jakości życia. W opublikowanych przez GUS wstępnych danych odnośnie do PKB w trzecim kwartale (5,1% w cenach stałych i w ujęciu rocznym) można doszukiwać się wielu przyczyn stojących za tak dynamicznym wzrostem. Osobiście postawiłbym na dwie: silną kontrybucję zapasów albo dynamiczniejsze ożywienie inwestycji. Wyższe zapasy mogłyby odzwierciedlać kłopoty po stronie popytu zewnętrznego. Z kolei skok inwestycji mógłbym zostać powiązany z kalendarzem wyborczym.

Stopa inwestycji w Polsce, źródło: Macrobond, InsiderFX Research

Skupmy się na inwestycjach zakładając, że to one spowodowały przekroczenie przez roczną dynamikę PKB 5% już piąty kwartał z rzędu. Nie jest tajemnicą, że kalendarz wyborczy odgrywa kolosalną rolę jeśli chodzi o tempo wydatków inwestycyjnych w polskiej (ale i nie tylko) gospodarce. Dlatego też przyspieszenie tychże wydatków tuż przed wyborami samorządowymi jest jak najbardziej realną opcją. Patrząc na dane publikowane w interwale miesięcznym przez Ministerstwo Finansów (w kwestii wykonania budżetu) można zauważyć, że cały bieżący rok to wręcz szalony wzrost dynamiki wydatków na współfinansowanie projektów z udziałem środków UE (roczna dynamika mierzona jako 12-miesięczna suma). Bardzo dynamicznie rosną też wydatki majątkowe, które zawierają wydatki inwestycyjne państwowych jednostek budżetowych.

To wszystko zdaje się sugerować, że dynamika inwestycji mogła wzrosnąć w przedostatnim kwartale tego roku. Dodajmy, że jeśli w poprzednim kwartale dynamika inwestycji ogółem nie poprawiła się (jeśli to na przykład zapasy odpowiadały za imponującą dynamikę wzrostu gospodarczego), to w ostatnim kwartale roku z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że nie będzie ona wyższa. Duża w tym zasługa efektów statystycznych, które mocno podbiją bazę odniesienia już w bieżącym kwartale. Niemniej mówimy tutaj ciągle o inwestycjach publicznych, te pochodzące z sektora prywatnego pozostają mizerne (ciągnięte przede wszystkim przez budownictwo). Czy mają one szansę na podniesienie się z kolan? Prawdę mówiąc najlepszy okres do dokonywania inwestycji (jak się może przynajmniej wydawać z makroekonomicznego punktu widzenia) firmy mogą mieć już za sobą. Obecnie można wymienić cały szereg czynników, które mogą zniechęcać do podejmowania takich decyzji. Wymieńmy chociażby słabnący popyt za granicą, coraz mniej dynamiczne wzrosty presji płacowej czy słabnącą dynamikę wzrostu wykorzystania mocy produkcyjnych. W sferze produkcyjnej już teraz można zauważyć oznaki spowalniania w postaci braku dalszych wzrostów produkcji cementu czy obniżającą się dynamikę produkcji wyrobów walcowanych na gorąco – obydwie te wielkości bardzo dobrze korelują z dynamiką produktu krajowego brutto. Niższy wzrost w przyszłości to mniejsze potrzeby na zwiększanie mocy produkcyjnych. Warto dodać, że środowisko niskich stóp procentowych nie odgrywa tutaj większej roli, gdyż dynamika kredytu pozostaje słaba (poniżej dynamiki produktu nominalnego), a ilość depozytów dla przedsiębiorstw stale rośnie.

Nakłady inwestycyjne przedsiębiorstw niefinansowych (50+) z podziałem na województwa, źródło: GUS, InsiderFX Research

Wiele mówi się o procesie dościgania krajów Europy zachodniej, niemniej już znacznie mniej można usłyszeć na temat wewnątrzkrajowych nierówności ekonomicznych. Tymczasem okazuje się, że nierówności te wcale nie maleją, co doskonale obrazują dane odnośnie do nakładów inwestycyjnych firm niefinansowych w poszczególnych województwach. Po przeprowadzeniu analizy tej wielkości ekonomicznej można wyciągnąć wnioski, że województwo łódzkie wypadło najlepiej jeśli chodzi o poprawę w nakładach inwestycyjnych w ciągu ostatnich 12 lat. Region zwiększył zdecydowanie swoją partycypację w ogóle wydatków inwestycyjnych w kraju (porównanie lat 2005 i 2017). Co więcej, odnotował najwyższe średnie, roczne tempo wzrostu. Znamienne może być to, że w przypadku województwa świętokrzyskiego średnioroczna stopu wzrostu inwestycji wyniosła w analizowanym okresie zero, co oznacza, że w ujęciu realnym wydatki inwestycje kurczą się. Bardzo kiepsko wypadło również województwo warmińsko-mazurskie.

Efekty mocnego rynku pracy, przemysł o krok od spowolnienia

Reasumując, w ciągu ostatnich kilkunastu lat dysproporcja między województwami o względnie najniższym produkcie per capita takimi jak świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie czy opolskie, a regionami najbogatszymi jak mazowieckie, wielkopolskie czy dolnośląskie powiększyła się. Dane na poziomie regionalnym potwierdzają te same mechanizmy na poziomie międzynarodowym, mianowicie bez wyższych nakładów inwestycyjnych ciężko doganiać najlepszych.