Jeszcze nie czas na pełne odmrażanie gospodarki

wpis w: Bez kategorii | 0

Po kilku tygodniach zamrożenia życia gospodarczego coraz więcej państw myśli o powrocie do normalności, jednak powrót ten z pewnością nie będzie łatwy, a na pewno nie tak bardzo skoordynowany jak pojawienie się pandemii koronawirusa. Wznawianie życia gospodarczego przyjmuje najczęściej stopniową formę, a na ten proces decydują się kraje, gdzie widać już zdecydowanie, iż szczyt zakażeń został minięty. W Polsce, ze względu na przyjętą strategię i dość ograniczoną liczbę testów, sytuacja wygląda nieco inaczej i do tej pory możemy mówić jedynie o stabilizacji i braku mocniejszych wzrostów dziennej liczby nowych przypadków. Czy to już jednak czas by rozważać „rozmrażanie” rodzimej gospodarki?

Jedno jest pewne, obecny stan rzeczy, kiedy znaczna część gospodarki stoi nie może trwać w nieskończoność, stąd po prostu musimy nauczyć się żyć poniekąd w nowym świecie, przynajmniej do momentu pojawienia się szczepionki. Ludzie tracą pracę, przedsiębiorcy zamówienia, pojawiają się problemy finansowe, zawieszenia działalności gospodarczej lub nawet myśli o bankructwie. Oczywiście w pewnym stopniu te negatywne czynniki będzie uśmierzać szereg środków wdrożonych przez rząd i bank centralny, jednak bez „gospodarczych ofiar” nie obędzie się. Polska będzie stopniowo próbować wybudzać gospodarkę, niemniej trzeba to robić bardzo roztropnie, gdyż zbyt duża pewność siebie może doprowadzić nas szybko do kolejnej fali wzrostu nowych zachorowań.

Współczynnik reprodukcji R, źródło: Uniwersytet Humboldtów, InsiderFX Research

Jednym z kluczowych wskaźników, którym możemy posłużyć się szacując ryzyko otwierania gospodarki w danym momencie jest tzw. współczynnik reprodukcji R. Obrazuje on ilość osób zakażonych przez daną osobę, która jest nosicielem koronawirusa. Łatwo zatem dojść do wniosku, że im niższa wartość tym lepiej, a granicznym poziomem jest tutaj 1, moment gdzie liczba nowych osób zakażonych przez daną osobę jest mniejsza niż 1. Oznacza to w praktyce spowalnianie procesu reprodukcji nowego wirusa. Niestety na tle innych państw Polska wypada póki co dość słabo w tym zestawieniu, a współczynnik R znajduje się wciąż powyżej krytycznej wartości 1. Według danych Uniwersytetu Humboldtów wskaźnik ten wynosił 1,11 w dniu 27 kwietnia, co było wartością zdecydowanie wyższą w porównaniu z takimi krajami jak Słowacja, Czechy, Dania, Austria czy Szwajcaria (w krajach ten współczynnik jest już mniejszy od 0,9 z wyjątkiem Słowacji, gdzie miara jest w przedziale 0,9-1). Państwa te już zdecydowały się na dość odważne poluzowanie restrykcji. I tak, w Danii od 20 kwietnia otwarte zostały salony fryzjerskie, kosmetyczne czy szkoły (w tym dniu współczynnik R wynosił 0,63). Na Słowacji 23 kwietnia otworzono sklepy do 300 m2 (1,16), w Austrii z kolei otwarte są sklepy do 400 m2, a od 1 maja otwierać się mają galerie handlowe, punkty kosmetyczne czy fryzjerzy (R na 27 kwietnia 0,56). Czesi 27 kwietnia otworzyli takie miejsca jak biblioteki, siłownie czy sklepy do 2500 m2 (0,85), zaś od 11 maja otworzyć się mają restauracje i inne punkty gastronomiczne oraz galerie, muzea czy salony fryzjerskie. Wreszcie w Szwajcarii 27 kwietnia otworzono punkty kosmetyczne i salony fryzjerskie (0,63), następnie od 11 maja otwarte mają zostać szkoły podstawowe, a od 8 czerwca uniwersytety, muzea czy biblioteki. Jak widać, praktycznie we wszystkich tych krajach z wyjątkiem Słowacji kroki te podejmowane były, gdy współczynnik R znajdował się już zdecydowanie poniżej 1.

Implikacje pandemii dla rynku nieruchomości

Nie oznacza to oczywiście, że rząd nie powinien planować kolejnych etapów otwierania gospodarki, jednak powinno być jasno zakomunikowane, że etapy te są warunkowe sytuacją epidemiczną. Watro spojrzeć na Francję, która obecnie jest na podobnym poziomie jeśli chodzi o współczynnik R. Tam rząd obawia się potencjalnej drugiej fali epidemii, a jakiekolwiek restrykcje mają zostać powoli znoszone począwszy od 11 maja (szkoły podstawowe i przedszkola – na zasadzie dobrowolności). Co ważne, na ten moment nie ma ustalonej daty otworzenia restauracji czy kawiarni.

Dzienna liczba nowych zakażeń COVID-19, źródło: Worldometer, InsiderFX Research

W Polsce rząd zdecydował dzisiaj, że począwszy od 4 maja otwarte zostaną punkty kulturalne, hotele czy galerie handlowe, niemniej jednak obowiązywać będą dość ostre restrykcje. W hotelach zamknięte będą między innymi sauny, baseny, sale zabaw dla dzieci, zaś w galeriach handlowych zagęszczenie nie będzie mogło być większe niż 1 osoba na 15 m2 powierzchni handlowej. Wprawdzie polski współczynnik R wciąż odstaje negatywnie od opisywanych wyżej państw, to jednak dzisiejsza decyzja o otwarciu branży hotelarskiej czy handlu detalicznego na szerszą skalę wydaję się uzasadniona, gdyż razem z tą decyzję wchodzą środki ostrożnościowe. Niemniej jednak w kolejnych dniach należy bacznie śledzić zmiany owego współczynnika, jak i również dynamikę nowych przypadków COVID-19. Ta od dłuższego czasu pozostaje w okolicy 300-400 przypadków dziennie, co znowu negatywnie wyróżnia nas na tle innych krajów Europy. Mianowicie, potrafiliśmy mocno wypłaszczyć krzywą zachorowań (dzięki temu służba zdrowia pozostała wydolna), jednak jak na razie jest spory problem z obniżaniem tejże krzywej, jak ma to miejsce za granicą. Wydaje się, że bardziej inwazyjna może być decyzja o otwarciu żłobków i przedszkoli począwszy od 6 maja. O ile można wyobrazić sobie trzymanie się wytycznych przez dorosłych, o tyle w przedszkolach może być z tym problem. Tutaj pojawia się potencjalne ryzyko wzrostu liczby nowych zachorowań. Z drugiej strony decyzja ta umożliwi rodzicom pójście do pracy, co jest obecnie kluczowe. Wzmożony monitoring sytuacji epidemicznej jest więc tutaj priorytetem. Co jednak istotne, rząd odroczył jak na razie podawanie jakichkolwiek dat otwierania takich obiektów jak restauracje, które zazwyczaj (patrząc na inne państwa) otwierane są jako jedne z ostatnich. Mając na uwadze fakt, że współczynnik R nad Wisłą pozostaje wyraźnie powyżej 1 wydaje się, że taka decyzja jest jak najbardziej słuszna.

Reasumując, podejmowane przez rząd próby otwierania gospodarki są niezbędne, gdyż na dłuższą metę nie możemy funkcjonować w taki sposób. Jednak dostępne dane nakazują zachować wzmożona ostrożność i gotowość do odraczanie decyzji implementacji kolejnych etapów odmrażania gospodarki. Istotne jest również to, że nawet otwarcie różnego rodzaju punktów rozrywkowych nie spowoduje prawdopodobnie szalonego popytu z uwagi na brzemię nadciągającej recesji i związanych z nią negatywnych skutków dla konsumentów. W związku z powyższym przedstawione przez rząd (w ramach corocznej aktualizacji programu konwergencji) prognozy spadku konsumpcji prywatnej tylko o 3% w tym roku w mojej ocenie są bardzo optymistyczne. Mimo wszystko nie jesteśmy już typowym rynkiem rozwijającym się, więc pogoń za wzrostem PKB za wszelką cenę nie powinna być przedkładana nad ludzkie zdrowie.