Mamma mia! Włoska polityka zagrożeniem dla strefy euro?

wpis w: Bez kategorii | 0

Kilka dni we włoskiej polityce to jak wieczność. Jeszcze kilkanaście dni temu niemalże wszystko było dopięte na ostatni guzik, a ostatnim punktem (choć trzeba przyznać, że mocno niepewnym) był wybór nowego premiera. Niemniej wraz z końcem weekendu skończył się również względny spokój na południu Europy, a to jest dobitnie widoczne na rynku obligacji krajów peryferyjnych (słynna grupa PIGS). Niemniej to, co działo się dzisiaj na włoskim rynku długu przyprawia już o zawrót głowy, gdyż wygląda to tak, jakby Włochy już podjęły decyzję co do opuszczenia bloku. Na domiar złego dobrze nie dzieje się również w Hiszpanii, co jeszcze w większym stopniu oddziałuje na rozgrzane głowy inwestorów. Jednym słowem europejska polityka przykryła temat wojen handlowych grubą warstwą kurzu. Zachodzi więc pytanie, czy rzeczywiście reakcja rynku jest słuszna i uzasadniona i jak to wszystko może wpływać na notowania europejskiej waluty?

Dla tych, którzy nie śledzą z wypiekami na twarzy tego, co dzieje się na południu Europy warto zrobić pewien wstęp. W ostatnich dniach głośno było o tym, że wspólny rząd Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi jest już niemal przesądzoną kwestią. Czekaliśmy jedyne na kandydata na premiera i poszczególnych ministrów, których zatwierdzi prezydent Sergio Mattarella. Choć włoskie obligacje doznały zauważalnej wyprzedaży pod koniec zeszłego tygodnia, to ruch ten nijak ma się do tego, czego doświadczamy od poniedziałku. Falę wyprzedaży uwolnił ponownie prezydent Włoch wetując wspólną kandydaturę ww. partii na stanowisko ministra gospodarki, którym zostać miał eurosceptyczny ekonomista Paolo Savona. Już w niedzielny wieczór pojawiły się informacje, że Mattarella ma spotkać się nazajutrz z byłym wysoko postawionym urzędnikiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) w celu poproszenia go, by przewodniczył tymczasowym rządem. Tak też się stało, jednakże nowe wybory wydają się nieuniknione. Mianowicie, jeśli Savonie uda się przeforsować program zawierający między innymi budżet na kolejny rok fiskalny, wówczas nowe wybory najpewniej odbyły by się na początku przyszłego roku. Niemniej mając na uwadze, że szanse takiego scenariusza są nikłe jest wielce prawdopodobne, iż Włosi do urn pójdą już we wrześniu (dzisiejszego popołudnia pojawiły się nawet głosy ze strony lidera Ruchu Pięciu Gwiazd, iż mogą się one odbyć już na przełomie lipca i sierpnia). W związku z tym rynek nie przywiązuje wielkiej wagi do powoływanych przez Savonę tymczasowych ministrów.

Spread rentowności 10-letnich obligacji Włoch i Polski, źródło: Bloomberg, InsiderFX Research

Choć reakcja w poniedziałkowy poranek była pozytywna (euro zyskiwało, FTSE MIB piął się ku górze, zaś popyt na tamtejszy dług rósł), wszak rynek zażegnał eurosceptyka Savonę, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie stronił od komentarzy sugerujących opuszczenie strefy euro, to jednak euforia ta nie trwała długo. Po kilku godzinach wszystkie poranne ruchy został wymazane, a inwestorzy zdali sobie sprawę, że w zasadzie czeka nas dodatkowe kilka miesięcy niepewności. W tym miejscu trzeba jednak rzecz, że nowe wybory najprawdopodobniej nie przyniosą znacznie różniących się rezultatów do tychże z marca. Według ostatniego sondażu przeprowadzonego w dniach 23-28 maja poparcie dla Ligi wzrosło do 27,5% z 17,5% podczas wiosennych wyborów. Na Ruch Pięciu Gwiazd głosowałoby 29,5% (spadek z 32,7%), zaś największym przegranym okazała się partia Silvio Berlusconiego z poparcie zniżkującym do zaledwie 8% z 14%. Jeśli zatem sondażowe wskazania mają być jakąkolwiek wyrocznią można śmiało rzecz, że wynik marcowych wyborów będzie najpewniej powtórzony.

Kluczowe wnioski po sezonie wyników na Wall Street

To ewidentnie nie jest korzystną wizją, gdyż owa koalicja wymieniana była wśród najmniej pożądanych opcji jeszcze przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. Obydwie partie porzuciły wprawdzie niedorzeczne żądanie dotyczące umorzenia włoskich obligacji skupionych przez EBC w ramach APP (luzowanie ilościowe), lecz utrzymały swoje postulaty odnośnie do dalszego luzowania polityki fiskalnej, wskazując na możliwość odwrócenia podwyżki wieku emerytalnego (ustawa zaimplementowana w 2011 roku). To wszystko sprowadziło falę krytyki, a agencje ratingowe zaczęły poważnie ostrzegać, iż mogą zdecydować się na obniżkę oceny kredytowej. Moody’s już umieścił Włochy na liście emitentów długu, którym przygląda się najmocniej (obok tak niechlubnych jednostek jak Deutsche Bank czy rząd Turcji). Warto w tym miejscu również wspomnieć o planie emisji krótkoterminowych papierów dłużnych IOU w celu obniżenia poziomu zadłużenia, do którego EBC podchodził bardzo sceptycznie. W rezultacie całego zamieszania spread rentowności 10-letnich obligacji Włoch i Polski zawęził się do poziomu z końca 2014 roku, kiedy to EBC przymierzał się do wdrożenia programu skupu obligacji (początek w marcu 2015 roku). Sytuacja ta jest bezprecedensowa biorąc pod uwagę fakt, że główna stopa procentowa w strefie euro wynosi 0%, zaś w Polsce 1,5% – w obydwu regionach nie widać póki co większych szans na podwyżkę, zaś pewne nadzieje zarysowują się dopiero w połowie 2019 roku.

Włosi nie pałają optymizmem do wspólnej waluty, źródło: Bloomberg, InsiderFX Research

Wyższe rentowności obligacji krajów PIGS pociągnęły również w górę koszt zabezpieczenia się przez niewypłacalnością emitenta (CDS), mimo wszystko w mojej opinii obecne ruchy mogą być określone mianem mocnego przereagowania. W zasadzie wiele się nie zmieniło i status quo, jaki trwa nieprzerwanie od początku marca, pozostaje utrzymany. Z kolei z Ligi dochodzą głosy, jakoby partia ta nigdy nie miała w planie opuszczenia strefy euro. Było to zaprzeczenie doniesień, jakie w nocy opublikowała włoska La Repubblica, jakoby Liga miała tajny plan opuszczenia strefy euro po objęciu rządów wraz z Ruchem Pięciu Gwiazd. Z drugiej strony nie wolno zapominać o ryzykach. Wśród nich mamy postawę Włochów, którzy delikatnie mówiąc bardzo sceptycznie podchodzą do kwestii posiadania wspólnej waluty, będąc w gronie państw, których obywatele najmocniej wierzą, że euro jest złe dla ich kraju. W 2016 roku Włochy znalazły się również wśród krajów, które w największym stopniu uczestniczyły w unijnym budżecie co również może mieć pewne znaczenie. Z drugiej strony, obecnie partycypacja w unii walutowej daje stabilizację w formie względnie silnej waluty (gdyby Włosi mieli obecnie własną z pewnością moglibyśmy doświadczać podobnych ruchów jak w przypadku tureckiej liry w ostatnim czasie) i wsparcie ze strony EBC, który w istotny sposób ulżył włoskiemu rządowi sprowadzając rentowności na dużo niższe poziomy.

Wzrost w Europie spowalnia, bonanza w polskiej konsumpcji

Tym samym nie wydaje mi się, że to co obecnie widzimy ma szansę przerodzić się w „zapalanie” dotykające całą strefę euro. Niemniej jednak krótkoterminowo rynek może przereagowywać, co też w mojej opinii uczynił w ostatnich godzinach i to zarówno jeśli chodzi o rynek walutowy i obligacji. Nastroje psuje również w pewnym stopniu Hiszpania, gdzie pod koniec zeszłego tygodnia otrzymaliśmy informację, że zostanie zorganizowane głosowanie wotum nieufności dla mniejszościowego rządu Mariano Rajoy’a. Na ten moment kwestia ta zostaje nierozstrzygnięta, gdyż na czwartek zaplanowano debatę, zaś na piątek wspomniane głosowanie. Partie opozycyjne domagają się rezygnacji Rajoy’a z fotela premiera po serii afer łapówkarskich, w które zaangażowanych było wielu członków Partii Ludowej. Zaufanie do hiszpańskiego premiera tąpnęło po referendum niepodległościowym w Katalonii. By jednak odsunąć od władzy obecnego premiera potrzebna jest większa zgoda opozycji. W trakcie weekendu Ciudadanos wstępnie zadeklarowała współpracę z Socjalistami tj. poparcie neutralnego kandydata, który po dojściu do władzy miałby ogłosić przedterminowe wybory parlamentarne. Póki co sprawa Hiszpanii zostaje zawieszona do końca tygodnia, jednak tutaj również nie dostrzegam daleko idących ryzyk dla strefy euro.

EURUSD, W1, źródło: xStation5, InsiderFX Research

Nawiązując do ostatniego researchu odnośnie do kursu wspólnej waluty i sytuacji politycznej na południu Europy w dalszym ciągu podtrzymuję swój pogląd, iż krytyczne wsparcie na EURUSD wypada w okolicy 1,1450. Pułap ten stanowi również połowę wzrostowego ruchu zapoczątkowanego w styczniu 2017 roku, stąd też sądzę, że może on stanowić punkt zwrotny w całym trendzie o ile tylko ryzyka polityczne na południu nieco opadną, zaś czerwcowe posiedzenie EBC przybliży nas do planu wygaszenia programu skupu obligacji wraz z końcem 2018 roku. Zwrot na EURUSD powinien również wspomóc polskiego złotego, gdzie w kolejnych tygodniach możliwa jest korekta wzrostowa.