Presja płacowa nie ustępuje, polski przemysł łapie oddech

wpis w: Bez kategorii | 0

Przed miesiącem pisałem, iż polski przemysł złapał zadyszkę, co było zgodne ze słabszymi odczytami wskaźników wyprzedzających w strefie euro oraz krajowymi danymi w kwestii zamówień w przemyśle (w marcu trzymiesięczna średnia krocząca rocznej dynamiki nowych zamówień spadła do najniższego pułapu od końca 2015 roku). Choć dane kwietniowe sugerują, że sektor przemysłowy mógł ponownie złapać wiatr w żagle wydaje się, że największa w tym zasługa efektów statystycznych i kalendarzowych. Z drugiej strony presja płacowa nie przestaje rosnąć, a dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw w minionym miesiącu zbliżyła się do 8% w ujęciu rocznym, nominalnie. W skrócie, paczka danych z rynku pracy była zgodna z moimi przypuszczeniami, jakie przedstawiłem kilka tygodni wcześniej.

Wzrost w Europie spowalnia, bonanza w polskiej konsumpcji

Choć na pozór wydaje się, że stara zależność między dynamiką płac i stopą bezrobocia zanikła w ostatnim czasie (krzywa Philipsa wypłaszczyła się dość istotnie), to według mnie reakcja ta mogła się również nieco opóźnić, ale nie zniknąć zupełnie. W telegraficznym skrócie przypomnijmy, że podczas gdy tempo wzrostu płac wyniosło w czwartym miesiącu roku 7,8% w ujęciu nominalnym (6,2% po uwzględnieniu inflacji), notując istotny skok z 6,7% miesiąc wcześniej, to dynamika zatrudnienia już trzeci miesiąc z rzędu pozostała na pułapie 3,7% również w ujęciu rocznym. Mimo wszystko pozwoliło to na wzrost realnego funduszu płac (środki, jakimi zbiorczo dysponują pracownicy etatowi zatrudnieniu w firmach, w których liczebność przekracza 9 osób) do poziomu 10,2%, najmocniej od września 2008 (w ostatnich miesiącach tylko trzy razy przekraczaliśmy ten próg).

Wyższa dynamika wynagrodzeń i stabilny poziom tempa zatrudnienia wspierają konsumpcję, źródło: GUS, InsiderFX Research

Dla mnie taki stan rzeczy nie jest zaskoczeniem i choć dynamika płac została nieco podbita efektem bazy (przed rokiem wzrost tylko lekko przekroczył 4%), to obydwie składowe (płace oraz inflacja) wydają się kroczyć w jednym i tym samy kierunku. Przed kilkoma tygodniami przedstawiałem swoje argumenty, dlaczego płace powinny w mojej opinii wciąż przyspieszać:

Dlaczego oczekuję, że płace będą rosły jeszcze w szybszym tempie? Zacznijmy od analizy statystycznej, jaką przeprowadziłem przed dwoma miesiącami sugerując, że już przy obecnym tempie wzrostu płac inflacja powinna być sporo wyższa, co uruchomiłoby tzw. efekty drugiej rundy i w konsekwencji tego dalsze podwyżki płac (choć w tym przypadku – póki co – dynamika wzrostu wydajności pracy zdaje się iść w parze z bieżącym tempem wzrostu wynagrodzeń). Drugim aspektem jest wciąż istotna bariera w postaci braku rąk do pracy, a mówiąc ściślej (również) niedopasowania obecnej siły roboczej do wymagań stawianych przez pracodawców, co w połączeniu z ograniczoną podażą pracy powinno być bodźcem do podnoszenia wynagrodzeń.

Jednocześnie wskazywałem, że punkt kulminacyjny jeśli chodzi o dynamikę zatrudnienia najpewniej jest już za nami pisząc wówczas, iż:

Przemawia za tym fakt ograniczonej podaży pracy oraz minięcie przez europejską gospodarkę szczytu w tym cyklu koniunkturalnym (najpewniej w ostatnim kwartale 2017 roku), co powinno ograniczać popyt zewnętrzny, a przez to redukować ilość zamówień eksportowych.

Produktywność pracy w przeliczeniu na godzinę póki co dotrzymuje tempa wzrostu płac, źródło: GUS, Eurostat, InsiderFX Research

Zachodzi więc pytanie, czy tempo wzrostu płac jest póki co destrukcyjne dla firm? Patrząc na tempo wzrostu produktywności pracy w przeliczeniu na jedną godzinę odpowiedź brzmi nie. Tym samym z tego punktu widzenia nie ma większego kłopotu, by ujrzeć jeszcze mocniejsze tempo wzrostu wynagrodzeń nad Wisłą. Niemniej jednak to, że pracownicy poprawiają swoje wydajność pracy nie oznacza jednocześnie, iż firmy zarabiają więcej. Wręcz przeciwnie, marże raportowane przez przedsiębiorstwa (niezależnie o jakim poziomie zysku mówimy) topnieją, co w mojej opinii jest jawną oznaką tego, że ceny muszą iść w górę bez względu na fakt konkurencyjności. W ostatnim czasie wiele mówi się, że to właśnie zwiększony poziom konkurencyjności ogranicza zdolność firm do przerzucania rosnących kosztów produkcji na finalnego odbiorcę, niemniej jednak ta wstrzemięźliwość nie może trwać wiecznie, być może potrzebny jest tylko impuls w postaci kilku bardziej liczących się firm w celu wywołania ruchu na szerszą skalę. Przypomnijmy, że w tym tysiącleciu mieliśmy tylko dwa takie miesiące, kiedy to dynamice płac powyżej 8% towarzyszyła inflacja poniżej 2%.

Lira kontynnuje spadek - najnowszy research dotyczący EURTRY i GBPPLN

Według mniej nie jest też prawdą, że rosnące ceny ropy naftowej oddziałują wyłącznie na inflację CPI i nie mają większego wpływu na wskaźnik bazowy. Paliwo wykorzystywane jest praktycznie w każdej działalności gospodarczej w mniejszym bądź większym stopniu, zatem prędzej czy później wyższe ceny tychże powinny zacząć przesiąkać również do kategorii bazowych. Szybki rzut oka pozwala się więc zorientować się, że przedsiębiorcy odczuwają obecnie rosnące koszty nie tylko z tytułu zatrudnienia pracowników, ale i paliw (często również półproduktów – zauważmy, iż dynamika inflacji PPI wzrosła mocniej od konsensusu w kwietniu), co przy malejącej przestrzeni do dalszych obniżek marż powinno coraz śmielej zachęcać ich do podnoszenia cen. Z tego względu w mojej opinii jest jeszcze zbyt wcześniej na skreślanie podwyżek stóp procentowych w 2020 roku i wciąż sądzę, że takowe mogą pojawić się w drugiej jego części.

Nowe zamówienia w przemyśle słabną, co może pociągnąć spadek produkcji sprzedanej w kolejnych miesiącach, źródło: GUS, InsiderFX Research

Z kolei jeśli chodzi o dzisiejsze dane dotyczące produkcji przemysłowej i budowlanej można wywnioskować, że wyraźniejsze odbicie w przemyśle miało w dużej mierze podłoże w efektach statystycznych i kalendarzowych. Po pierwsze, przed rokiem w kwietniu produkcja sprzedana przemysłu zanotowała niespodziewany spadek o 0,55% zatem punkt odniesienia był bardzo niski. Po drugie, kwiecień bieżącego roku liczył o jeden dzień roboczy więcej – to wszystko zaowocowało odbiciem produkcji o 9,3% w ujęciu rocznym, niemniej jednak nie oczekuję, by była to trwała zmiana biorąc pod uwagę to, co dzieje się w strefie euro. W maju baza będzie znacznie mniej sprzyjająca, co może ponownie skutkować wyraźniejszym cofnięciem w dynamice rocznej.

Sprawdź Profesjonalny Research InsiderFX - Waluty, Surowce, Akcje

Jeśli chodzi o szczegóły dzisiejszej publikacji to na plus wyraźnie zaskoczyła produkcja w górnictwie i sektorze wydobywczym, która wzrosła najmocniej od września 2016 (od tego czasu był to dopiero czwarty odczyt z dodatnią dynamiką wzrostu). Z kolei ciepła aura skutkowała dalszym wygaszaniem impetu produkcji gazu, energii elektrycznej czy gorącej wody. W maju produkcja tej kategorii może jeszcze się obniżyć, zaś w kolejnych miesiącach oczekiwana jest stabilizacja (z wyjątkiem sierpnia, gdzie ze względu na wysoką bazę możliwy jest spadek dynamiki rocznej). Wyraźnie in plus działało również przetwórstwo przemysłowe notując blisko 10%-ową dynamikę.

Największa od co najmniej 2009 roku dywergencja między specjalistycznymi robotami budowlanymi a wznoszeniem budynków, źródło: GUS, InsiderFX Research

Mniej entuzjazmu można podzielać co do produkcji budowlano-montażowej, która choć ponownie dynamicznie wzrosła (tym razem o 19,7%), to wartość ta była wyraźnie poniżej oczekiwań tym bardziej, że baza i efekt kalendarzowy przemawiał na korzyść lepszego odczytu. Winnym przede wszystkim okazały się tzw. specjalistyczne roboty budowlane (firmy zatrudniane często w roli podwykonawcy przy wznoszeniu budynków), gdzie drugi miesiąc z rzędu mieliśmy ujemną dynamikę. Czy jest to jednak powód do obaw? W moim przekonaniu nie, gdyż zarówno w marcu jak i kwietniu mocno negatywnie oddziaływał efekt bazowy (przed rokiem wzrosty o odpowiednio 18,3% oraz 14%, po czym nastąpił spadek do okolic 4%). Z kolei blisko 20%-owy wzrost produkcji w budownictwie ciągnięty był przez budowę budynków i obiektów inżynierii lądowej i wodnej. Reasumując, choć dane o produkcji nie wydają się wnosić wiele nowego w kwestii funkcji reakcji Rady Polityki Pieniężnej, to odczytów z rynku pracy nie można już tak jednoznacznie sklasyfikować. Według mnie jeszcze wyższa (oczekiwana) dynamika płac w końcu pociągnie za sobą inflację, czego RPP może na ten moment nie doceniać, a zatem podwyżka stóp w drugiej połowie 2020 roku wciąż pozostaje realną opcją.