Zależności międzyrynkowe

wpis w: Artykul | 0

efekt dominoZależności jakie występują między rynkami finansowymi, czyli jak jeden rynek wpływa na drugi. Często początkujący inwestor czy trader nie zdaje sobie sprawy jak silnie skorelowane są obecnie rynki finansowe. Jedna informacja makroekonomiczna potrafi wpłynąć na rynek pieniężny, przez kapitałowy, na walutowym kończąc. Dlatego też, tak ważne jest uświadomienie sobie, że inwestując na danym rynku powinniśmy mieć wiedzę, co się dzieje lub co może wpływać na inne rynki. W zdrowej gospodarce zależności są jasne i racjonalne, jednak w ostatnich czasach coraz rzadziej mogliśmy je dostrzec. Głównymi przyczynami są różne ingerencje banków centralnych mające w zamiarze stymulować gospodarkę, ale jednocześnie dawać trochę zakłamany obraz rynków. Generalnie rzecz biorąc, rynek akcji jest silnie powiązany z rynkiem obligacji (rentownością) i najczęściej idą w tym samym kierunku. Należy to postrzegać w ten sposób, że kiedy ceny akcji rosną to coraz to więcej kapitału przypływa z rynku obligacji, który staje się mało konkurencyjny. Gdy tak się dzieje w naturalny sposób ceny obligacji zaczynają spadać (rentowność zaczyna rosnąć) by dojść do takiego momentu, że inwestorzy zaczną przychylniej patrzeć na papiery dłużne niż na bardziej ryzykowny rynek akcyjny. Warto dodać, że wykres obligacji najczęściej jest trochę opóźniony w stosunku do rynku akcji, a więc szczyt wykresu papierów dłużnych znajduje się nieco niżej niż szczyt na wykresie akcji. Ważną kwestią są również decyzje polityczne, które mają odzwierciedlenie na rynku obligacji. Kiedy rynek przyjmuje pewną informację polityczną pozytywnie, odzwierciedla to wzrost cen obligacji, a zatem spadek ich rentowności. Tłumaczymy to w taki sposób, że dobrze przyjęta informacja wpływa na pozytywną sytuację gospodarczą państwa, które może zaoferować mniejszą rentowność papierów dłużnych w zamian za pozyskanie finansowania. Z kolei odwrotną relację możemy zauważyć między dolarem amerykańskim, a rynkiem towarowym (zwłaszcza złoto). Wynika to z tego, że wraz ze spadkiem kursu dolara spada jego siła nabywcza, a więc rośnie obawa o inflację. Naturalnym krokiem jest wymiana dolarów na złoto, które uważane jest za środek tezauryzacji, stąd wzrost jego ceny. Podsumowując, wzrost kursu dolara powodować powinien również wzrost na rynku akcji, a także wzrost rentowności obligacji, co z kolei powinno prowadzić do spadku na rynku towarów. Analogicznie w odwrotną stronę. Jednak we współczesnej gospodarce panują dziwne relacje. Największym winowajcom jest oczywiście FED i wprowadzony kilka lat temu program luzowania polityki pieniężnej QE. Wówczas  dobre dane makro dla rynku amerykańskiego budziły dwojakie myślenie. Pozytywne odczyty w naturalny sposób powinny wpływać na wzrost kursu dolara, jednak inni tłumaczyli to w taki sposób, że im lepsze dane  makro, tym prędzej program QE zostanie wygaszany, a więc będzie mniej pieniędzy na rynku, co powodowało często spadek dolara, a także spadki na giełdach. Taka dywergencja między dolarem, a giełdą trwała do września 2013 roku, gdzie po raz pierwszy od pięciu lat odnotowano dodatnią korelację. Oznacza to, że inwestorzy mają coraz większe zaufanie do realnej poprawy sytuacji gospodarczej i wierzą w siłę dolara. Choć utrzymanie skupu papierów wartościowych przez FED we wrześniu zostało zdyskontowane znowu nieracjonalnie, to już pierwsze cięcie QE3 zostało przyjęte pozytywną reakcją na rynku kapitałowych, co może stanowić zwrot w sposobie myślenia inwestorów i powrót do racjonalnych zależności między rynkowych.