Ciemna strona amerykańskiego rynku pracy

wpis w: Bez kategorii | 0

Choć w dniu dzisiejszym rynek żyje skokowym ruchem na brytyjskim funcie i decyzją RBA (brak zmian – zgodnie z oczekiwaniami, lecz podkreślenie zgodności obecnego stanowiska polityki monetarnej z powracającą do celu inflacją wywołały aprecjację AUD) to warto jeszcze wrócić do tematu piątkowego raportu z rynku pracy.

Zobacz także: Inwestuj bez ryzyka. Otwórz konto i odbierz 30$ na start

Choć komentarze członków FED, jakie do tej pory pojawiły się (po piątkowej publikacji) były względnie jastrzębie, to położono w nich nacisk na konieczność ścisłego monitorowania zmian zachodzących na rynku pracy. Między innymi taki komentarz dostarczyła Loretta Mester wypowiadając się w sobotę w Sztokholmie. Z kolei swoistym konsensusem całego poglądy FED była wypowiedź Yellen, jaka wczoraj trafiła do mediów.

Mówiąc w skrócie (szersza analiza wypowiedzi członków FED zostanie dokonana w kolejnych dniach, przed przyszłotygodniowym posiedzeniem), Yellen nie kryła rozczarowania z wielkości zmiany zatrudnienia jakie zostało wykreowane w maju dodając jednak, że nie można wyciągać z byt pochopnych wniosków z jakiegokolwiek jednorazowego raportu. Tym samym jasnym jest, że następne payrolle wychodzą na świecznik inwestorów. Z kolei słowa, iż obecne stanowisko FED jest właściwe, a podwyżki nadejdą jeśli tylko dane na to pozwolą (aktualnie NFP zdecydowanie wykluczyły taką możliwość) dały jasno do zrozumienia, że czerwiec jest całkowicie poza wszelkimi rozważaniami.

Zobacz także: Monitor rynku surowcowego (06.06.2016)

W ostatnim czasie niezwykle ciekawy wykres opublikowali analitycy Deutsche Bank, którzy ukazali, jak wyglądała stryktura zmiany zatrudnienia na przestrzeni ostatnich dwóch lat w USA. Jak możemy zobaczyć poniżej, całkowity wzrost pochodził niemalże wyłącznie z sektora usługowego. Górnictwo i przemysł drzewny zmniejszyły wielkość zatrudnienia, zaś sektory energetyczny i przemysłowy dodały praktycznie niezauważalne ilości miejsc pracy.

Struktura zmiany zatrudnienia w USA od połowy 2014 roku, źródło: zerohedge
Struktura zmiany zatrudnienia w USA od połowy 2014 roku, źródło: zerohedge

Oczywiście główną przyczyną takiego stanu rzeczy są spadające ceny ropy naftowej czy rosnący kurs dolara w omawianym okresie. Dlaczego może być to problem dla gospodarki USA? Wszystko robi się jasne, jeśli porównamy indeks SP500 i powyższy wykres. Mianowicie, zgodnie z danymi ze stycznia 68% całkowitych zysków firm notowanych w indeksie SP500 pochodzi z sektora przemysłowego/produkcyjnego, zaś tylko 32% z usług.

Zobacz także: Chiński import paliwem i zagrożeniem dla cen ropy

Jeśli zestawimy to z tym, że od połowy 2014 roku ilość miejsc pracy wykreowana w przemyśle stanowiła zaledwie 14% ogółu (86% to usługi) dostajemy jasną informację, iż wzrosty nie są podparte mocnymi fundamentami. Biorąc pod uwagę, że w owym czasie produktywność przemysłu (produkcja na godzinę) wzrosła łącznie 4,1%, zaś łączna produktywność sektora pozarolniczego 1,3% wielkość ta nie wydaje się wystarczająca do zrekompensowania nikłego przyrostu zatrudnienia.

Zmiana zatrudnienia, a zyski w SP500, źródło: zerohedge
Zmiana zatrudnienia, a zyski w SP500, źródło: zerohedge

Z drugiej strony należy zwrócić uwagę, że sektor przemysłowy zdaje się mieć znacząco większy udział aniżeli zatrudnienie w sektorze usługowym. Spadek w imporcie, rosnące zapasy czy kiepskie odczyty zamówień na dobra trwałego użytku – to wszystko pokazuje, że gospodarka USA jest zdecydowanie słabsza aniżeli pokazują to bazowe dane lub rynki finansowe.

Co więcej, porównując usługowe indeksy PMI oraz ISM z USA możemy dostrzec, iż obecnie znajdujemy się poniżej poziomów z pierwszego kwartału 2014 roku. Tym samym widać, że usługi poniekąd podążają za słabym przemysłem, co także jest niepokojącym znakiem.

Całkowita zmiana zatrudnienia a SP500, źródło: zerohedge
Całkowita zmiana zatrudnienia a SP500, źródło: zerohedge

Konkluzją niniejszej analizy jest fakt, że recesja jaka prędzej czy później nawiedzi ponownie USA jest konieczna, nie zaś „czymś złym” jak głosi obiegowa opinia. Dzięki recesji wzrasta konkurencyjność w gospodarce poprzez bankructwa najsłabszych firm, które źle ulokowały swoje środki, czy też ich projekty inwestycyjne okazały się niedochodowe, co zmuszało do ich likwidacji i ponoszenia strat. Pomaga to również wystawić rząd na próbę (zwłaszcza pożądane w roku wyborczym) zmagania się z trudnościami gospodarczymi.

Zobacz także: Inwestuj świadomie! Kompleksowa analiza makroekonomiczna

Wreszcie, co z naszego punktu widzenia chyba najważniejsze ceny aktywów dostosowują się do swoich realnych wartości (czasami nawet poniżej ich) i preferencji konsumentów. Dzieje się tak z uwagi na inwestorów i przedsiębiorców, którzy cierpią z racji zbyt wysokie podejmowanego poziomu ryzyka. Z kolei mając na uwadze ostatnie poczynania banków centralnych można być niemalże pewnym, iż kolejna recesja będzie jeszcze bardziej bolesna.